Strefa PREMIUM
Uzyskaj dostęp do unikatowych treści.
Usługa jest całkowicie BEZPŁATNA.
Wymagana jest jedynie rejestracja konta w naszym Portalu.
Uzyskaj dostęp do unikatowych treści.
Usługa jest całkowicie BEZPŁATNA.
Wymagana jest jedynie rejestracja konta w naszym Portalu.
Uzyskaj dostęp do unikatowych treści.
Usługa jest całkowicie BEZPŁATNA.
Wymagana jest jedynie rejestracja konta w naszym Portalu.


Dzisiaj „czysta etykieta” stała się trendem konsumenckim a nie ściśle zdefiniowanym prawem. Jednak jak to z trendami bywa, producenci muszą za nimi nadążać, jeśli chcą sprostać rosnącym oczekiwaniom konsumenta. Klient wchodzi do sklepu mięsnego, a jego wzrok nerwowo szuka na opakowaniu wszelkich liter „E”. Branża mięsna, odpowiadając na ten trend, staje na rzęsach, by dostarczyć wędliny bez konserwantów, fosforanów i sztucznych barwników. I tu zaczyna się problem, ponieważ jako producenci, technolodzy i właściciele zderzamy się ze ścianą, którą nazywam paradoksem czystej etykiety. Na czym polega ten paradoks? Konsument stanowczo żąda produktu w stu procentach naturalnego, ale nie zmienionego, ma być tak samo trwały, w tych samych kolorach i z zachowaniem tego samego smaku. Chce wędliny bez azotynu sodu (E250), ale kiedy widzi na ladzie szarą kiełbasę czy schab często odwraca wzrok. Podświadomie wciąż wybiera to, co kusi zza szyby intensywnie różowym, „świeżym” kolorem. Oczekuje wyrobu bez konserwantów, ale oburza się, gdy szynka po trzech dniach w domowej lodówce zaczyna tracić świeżość. Jako branża spożywcza wiemy, że usunięcie dodatków funkcjonalnych z receptury to technologiczny kompromis. Oczywiście są techniki umożliwiające wyczyszczenie etykiety jak zamiast klasycznego azotynu sodu (E250), dodanie do peklowania sproszkowanego selera, ekstraktu z buraka czy szpinaku. Brzmi naturalnie, prawda?
Problem w tym, że te warzywa są bogatym źródłem azotanów. W mięsie przekształcają się one w azotyny dokładnie te same, których klient tak bardzo pragnie uniknąć. Etykieta jest „czysta”, nie ma na niej E250, ale chemicznie substancja konserwująca wciąż tam jest. Została po prostu przemycona tylnymi drzwiami. Jednak prawdziwym, największym wyzwaniem naszej branży nie jest dziś sama technologia, lecz edukacja. Musimy oduczyć konsumentów nierealistycznych oczekiwań, odczarować „szare mięso” tłumaczyć, że krótka data ważności to dowód na brak chemii, a nie rzekoma wada produktu, ale przede wszystkim wytłumaczyć, iż to czego tak bardzo pragną nie zobaczyć na etykiecie sprawia, że ten produkt jest trwały i bezpieczny.
Linda Onoh
Technolog
Waldi Zakłady Mięsne
Sp. z o.o. Sp.k.