Strefa PREMIUM
Uzyskaj dostęp do unikatowych treści.
Usługa jest całkowicie BEZPŁATNA.
Wymagana jest jedynie rejestracja konta w naszym Portalu.
Uzyskaj dostęp do unikatowych treści.
Usługa jest całkowicie BEZPŁATNA.
Wymagana jest jedynie rejestracja konta w naszym Portalu.
Uzyskaj dostęp do unikatowych treści.
Usługa jest całkowicie BEZPŁATNA.
Wymagana jest jedynie rejestracja konta w naszym Portalu.


Z Markiem Osuchowskim Dyrektorem Handlowym Wielkopolskiego Indyka rozmawia Katarzyna Salomon
Jaki dla Wielkopolskiego Indyka był rok 2025 – zarówno pod kątem osiągnięć biznesowych, jak i wyzwań operacyjnych?
Rok 2025 był rokiem bezlitosnej weryfikacji modeli biznesowych w całej branży indyczej. Przez lata funkcjonowaliśmy w logice względnej nadpodaży, gdzie głównym wyzwaniem była sprzedaż. W minionym roku sytuacja odwróciła się o 180 stopni. Ptasia grypa, presja kosztowa i ograniczona dostępność żywca sprawiły, że kluczowym zasobem stała się zdolność utrzymania ciągłości operacyjnej.
Dla Wielkopolskiego Indyka najważniejszym wyzwaniem było utrzymanie płynności handlowej w warunkach realnego ubytku surowca, a nie optymalizacja krótkoterminowego wyniku. Wymagało to szybkich decyzji, niestandardowych działań zakupowych i bardzo dużej dyscypliny organizacyjnej. To był moment, w którym firma musiała działać jak jeden organizm.
Z perspektywy czasu możemy powiedzieć jasno: 2025 był egzaminem z wiarygodności. Udało nam się zminimalizować skutki kryzysu po stronie klientów, utrzymać kluczowe relacje i wypracować standardy bezpieczeństwa, które dziś są naszą realną przewagą. Nie każdy gracz rynkowy ten egzamin zdał.

Jakie są najważniejsze cele i kierunki rozwoju firmy w 2026 roku? Czy planowane są nowe inwestycje lub rozszerzenie portfolio produktów?
Rok 2026 traktujemy jako rok strategicznego porządkowania, a nie spektakularnych deklaracji. Naszym absolutnym priorytetem jest zabezpieczenie surowca w średnim i długim horyzoncie, bo dziś to on determinuje tempo rozwoju całej branży.
Pracujemy nad modelami współpracy z hodowcami, które są bardziej stabilne i przewidywalne po obu stronach. Równolegle inwestujemy w efektywność przetwórstwa, automatyzację i elastyczność planowania. To są inwestycje, które nie zawsze są „widoczne na zewnątrz”, ale decydują o odporności firmy w momentach kryzysowych.
Jeśli chodzi o portfolio produktowe, stawiamy na selekcję. Nie interesuje nas wzrost wolumenowy dla samej skali. Interesuje nas wzrost, który jesteśmy w stanie bezpiecznie obsłużyć surowcowo, logistycznie i jakościowo.
Jak ocenia Pan obecną pozycję polskich producentów drobiu na rynku europejskim i globalnym? Co wyróżnia polski sektor drobiarski – jego plusy i minusy?
Polski sektor drobiarski nadal jest jednym z najmocniejszych w Europie pod względem know-how produkcyjnego i efektywności kosztowej. To fakt. Problem polega na tym, że ta przewaga systematycznie się kurczy, a jednocześnie rośnie liczba nowych ryzyk.
W segmencie indyka szczególnie widać, że przewaga cenowa nie jest już wystarczającym argumentem. O pozycji rynkowej decydują dziś dostęp do surowca, bioasekuracja, odporność operacyjna i zdolność realizacji kontraktów w warunkach presji. To przesunięcie akcentów jest fundamentalne.
Branża przez lata działała w trybie „produkujemy – potem sprzedajemy”. Dziś wygrywają ci, którzy najpierw zabezpieczają surowiec i ryzyko, a dopiero potem budują ofertę handlową.
Na których rynkach eksportowych firma koncentruje się obecnie i jakie widzi największe szanse wzrostu w przyszłości?
Największy potencjał rozwoju eksportu dostrzegamy na rynkach, które są już świadome — lub stają się coraz bardziej świadome — wysokich walorów mięsa indyczego. Są to kraje, w których konsumenci rozumieją, z czego wynika różnica cenowa w porównaniu do mięsa drobiowego, w szczególności kurczaka, i tym samym wiedzą, za jaką jakość płacą.
W najbliższym otoczeniu geograficznym są to przede wszystkim Niemcy, Holandia, Francja oraz Belgia. Istotny potencjał widzimy również wśród klientów nieuwzględniających wieprzowiny w swoich dietach, w tym m.in. wśród klientów muzułmańskich oraz na rynkach krajów arabskich i innych o podobnych preferencjach żywieniowych.
To rynki bardzo wymagające, dojrzałe i silnie regulowane, ale jednocześnie stabilne pod względem popytu.
To także rynki, które nie tolerują chaosu ani improwizacji. Liczy się powtarzalność jakości, terminowość i zdolność utrzymania dostaw w sytuacjach nadzwyczajnych. Eksport przestaje być prostą grą cenową. Staje się konkurencją kompetencji organizacyjnych.
Dla Wielkopolskiego Indyka obecność na tych rynkach jest potwierdzeniem dojrzałości. Doświadczenia z 2025 roku wzmocniły naszą pozycję jako partnera, który potrafi dowozić kontrakty również wtedy, gdy warunki rynkowe są dalekie od idealnych.

Jak ocenia Pan kondycję branży drobiarskiej globalnie i w Polsce – zarówno pod względem popytu, jak i presji kosztowej? Jakie trendy są najbardziej znaczące?
Popyt na mięso drobiowe pozostaje stabilny, ale presja kosztowa ma charakter strukturalny, a nie cykliczny. Koszty energii, pasz, pracy i zabezpieczeń biologicznych są dziś trwałym elementem rachunku ekonomicznego.
W indyku dochodzi do tego trwałe ograniczenie podaży. Rynek przeszedł z fazy nadpodaży do rynku niedoboru, co zmienia wszystko: sposób kontraktowania, relacje z hodowcami, podejście do cen. To nie jest chwilowe zaburzenie – to nowa normalność, do której trzeba dostosować strategie.
Jak zmieniają się preferencje konsumentów wobec mięsa drobiowego – w szczególności indyka – i jak firma reaguje na te zmiany?
Indyk coraz częściej postrzegany jest jako mięso funkcjonalne – lekkie, wysokobiałkowe, przewidywalne jakościowo. Jednocześnie konsument oczekuje dziś rozwiązań, a nie surowca.
To oznacza konieczność rozwoju przetwórstwa, standaryzacji parametrów, produktów dedykowanych konkretnym zastosowaniom. Tu nie ma miejsca na przypadkowość. Technologia i powtarzalność stają się elementem przewagi konkurencyjnej, a nie dodatkiem do oferty.
Jak oceniają Państwo znaczenie mięsa drobiowego, a szczególnie indyka, w polskim segmencie mięsa? Czy widzicie rosnące zainteresowanie tym produktem?
Indyk ma w Polsce bardzo solidne fundamenty popytowe i dobry wizerunek żywieniowy. Jednocześnie jest to segment dla dojrzałych organizacji. Wysokie bariery wejścia, duże ryzyko biologiczne i kapitałochłonność powodują, że nie ma tu miejsca na improwizację.
W kolejnych latach spodziewamy się konsolidacji i dalszej specjalizacji rynku. Indyk pozostanie ważnym elementem polskiego sektora mięsnego, ale tylko dla firm, które potrafią nim zarządzać strategicznie. Wielkopolski Indyk dokładnie w ten sposób buduje swoją pozycję.