Tradycja daje nam fundament, ale rozwój wymaga patrzenia do przodu

Zakład Mięsny Lenarcik od ponad trzech dekad rozwija się na Mazowszu, łącząc doświadczenie tradycyjnego przetwórstwa z wymaganiami współczesnego rynku. O tym, jak zmieniła się branża mięsna, dlaczego własna sieć sklepów jest czymś więcej niż kanałem sprzedaży, co dzisiaj naprawdę oznacza jakość oraz dlaczego w rozwoju firmy nie można zapominać o ludziach, rozmawiamy z Robertem Szparą, Prezesem Zarządu Zakładu Mięsnego Lenarcik.

Zakład Mięsny Lenarcik działa na rynku od ponad 35 lat. Jak z perspektywy prezesa patrzy Pan dziś na drogę, którą przeszła firma?
Ponad trzy dekady działalności w branży spożywczej to przede wszystkim ogromne doświadczenie. Przez ten czas zmienił się rynek, zmienili się konsumenci, technologie, sposób sprzedaży i oczekiwania wobec producentów. My również się zmienialiśmy. Jednocześnie staraliśmy się nie zgubić tego, od czego wszystko się zaczęło – przekonania, że dobry produkt musi być przede wszystkim uczciwie zrobiony i po prostu dobrze smakować. Możemy inwestować w nowe rozwiązania, rozwijać zakład czy sieć sprzedaży, ale konsument ostatecznie ocenia nas przy swoim stole. Dzisiaj Lenarcik jest firmą znacznie większą i bardziej nowoczesną niż przed laty, ale nadal jesteśmy mocno związani z regionem, z którego pochodzimy. I uważam to za dużą wartość.

Czy można więc powiedzieć, że tradycja nadal wyznacza kierunek rozwoju firmy?
Powiedziałbym raczej, że tradycja daje nam fundament. Nie możemy jednak traktować jej jako usprawiedliwienia dla pozostawania w miejscu. Rynek spożywczy zmienia się bardzo szybko. Konsumenci są bardziej świadomi, mają większy wybór, czytają etykiety, zwracają uwagę na skład i pochodzenie produktu. Jednocześnie oczekują wygody i powtarzalnej jakości. Dlatego trzeba umiejętnie połączyć jedno z drugim. Zachować smak i charakter produktów, które ludzie znają od lat, a jednocześnie korzystać z nowoczesnej technologii, rozwijać standardy produkcji i odpowiadać na nowe potrzeby rynku.

Słowo „jakość” pojawia się właściwie w komunikacji każdego producenta żywności. Co ono oznacza dla Lenarcika w praktyce?
Jakość nie może być hasłem marketingowym. Ona musi być widoczna w całym procesie – od surowca, przez produkcję, aż po moment, kiedy produkt trafia do klienta. Dla nas bardzo ważny jest surowiec, kontrola procesu produkcyjnego, odpowiedzialność ludzi na poszczególnych etapach oraz zachowanie powtarzalności. Konsument, który kupił konkretną kiełbasę czy szynkę i wraca po nią po raz kolejny, oczekuje tego samego smaku i tej samej jakości. To właśnie powtarzalność jest jednym z najtrudniejszych elementów naszej pracy. Produkt ma być dobry nie tylko podczas degustacji czy konkursu. Musi być dobry każdego dnia.

Lenarcik mocno podkreśla również korzystanie z mięsa pochodzącego od polskich producentów. Czy dla firmy jest to istotny element filozofii działania?
Tak. Współpraca ze sprawdzonymi polskimi dostawcami ma dla nas duże znaczenie. Z jednej strony chodzi oczywiście o jakość i możliwość kontroli pochodzenia surowca, z drugiej – o odpowiedzialność za otoczenie gospodarcze, którego sami jesteśmy częścią. Jesteśmy polską firmą, rozwijamy się tutaj i chcemy, aby możliwie duża część wartości pozostawała w krajowym łańcuchu gospodarczym. Coraz częściej widzimy również, że pochodzenie produktu ma znaczenie dla samych konsumentów. Klient chce wiedzieć, co kupuje, skąd pochodzi mięso i kto stoi za produktem. To bardzo dobra zmiana, bo wymusza na całej branży większą transparentność.

Konsument rzeczywiście bardzo się zmienił. Jaki jest dzisiejszy klient sklepu mięsnego?
Przede wszystkim bardziej świadomy i bardziej wymagający. Jeszcze kilkanaście lat temu cena była dla wielu klientów absolutnie podstawowym kryterium. Dzisiaj nadal jest bardzo ważna, szczególnie przy rosnących kosztach życia, ale nie jest jedyna. Klienci zwracają uwagę na smak, skład, świeżość, pochodzenie produktu. Chcą mieć wybór, ale jednocześnie coraz bardziej cenią produkty, którym mogą zaufać. Ciekawa jest też pewna tęsknota za smakami, które znamy z dzieciństwa. Z jednej strony mamy nowoczesnego konsumenta, a z drugiej ten sam człowiek szuka czasami smaku kiełbasy, szynki czy kaszanki, który pamięta z rodzinnego domu. Dla producenta umiejętność pogodzenia tych dwóch światów jest dużym wyzwaniem.

Firma posiada obecnie 41 sklepów. Dlaczego zdecydowaliście się Państwo tak mocno rozwijać własną sieć sprzedaży?
Własne sklepy dają coś, czego nie da się w pełni zastąpić żadnym badaniem rynku – bezpośredni kontakt z klientem. W sklepie bardzo szybko dowiadujemy się, co konsumentowi smakuje, czego poszukuje, do jakich produktów wraca i jakie ma oczekiwania. To ogromna wiedza dla producenta. Ale sklep firmowy to dla mnie nie tylko miejsce sprzedaży. Szczególnie w mniejszych miejscowościach nadal ma on bardzo społeczny charakter. Klienci znają ekspedientki, rozmawiają z nimi, pytają o produkty, proszą o radę. Często wracają nie tylko po konkretną wędlinę, ale również dlatego, że wiedzą, kto stoi po drugiej stronie lady. I właśnie tego elementu relacji nie chcemy stracić wraz z rozwojem firmy.

Czy dlatego w komunikacji marki coraz częściej pojawiają się pracownicy sklepów i produkcji, a nie tylko same produkty?
Firma to przede wszystkim ludzie. Możemy mówić o technologii, inwestycjach, liniach produkcyjnych czy wynikach, ale bez dobrego zespołu żadna z tych rzeczy nie będzie działała. W przypadku sklepów jest to szczególnie widoczne. Dla wielu klientów marka Lenarcik ma twarz konkretnej osoby, którą spotykają przy ladzie od kilku czy kilkunastu lat. Chcemy pokazywać tych ludzi i doceniać ich pracę. Są częścią historii tej firmy. Podobnie jest na produkcji, w logistyce czy administracji – za każdym produktem stoi praca wielu osób, której klient na co dzień nie widzi.

Branża mięsna jest dziś jednak bardzo wymagającym biznesem. Rosną koszty energii, pracy, surowców, a jednocześnie trwa silna presja cenowa. Co jest obecnie największym wyzwaniem dla producenta?
Najtrudniejsze jest umiejętne reagowanie na dynamicznie zachodzące zmiany rynkowe, nie tracąc równocześnie na jakości produktu. Koszty produkcji wzrosły, oczekiwania konsumentów rosną, handel wywiera presję na ceny, a producent nie może pozwolić sobie na obniżenie jakości. Do tego dochodzą kwestie związane z dostępnością pracowników, wymaganiami sanitarnymi, bezpieczeństwem żywności czy zmianami regulacyjnymi. W takiej sytuacji szczególnie ważne jest rozsądne zarządzanie. Nie każda inwestycja musi być największa i najbardziej spektakularna. Powinna przede wszystkim poprawiać efektywność, bezpieczeństwo albo jakość produktu.

Technologia zaczyna więc odgrywać coraz większą rolę także w branży, która bardzo mocno kojarzy się z rzemiosłem?
Oczywiście. Nowoczesna technologia nie oznacza rezygnacji z tradycji. Wręcz przeciwnie – może pomóc zachować jej najlepsze elementy. Automatyzacja czy nowoczesne rozwiązania produkcyjne pozwalają zwiększać powtarzalność, kontrolować proces i poprawiać bezpieczeństwo pracy. Są też odpowiedzią na problemy kadrowe, z którymi mierzy się dziś praktycznie cała branża. Ale technologia nie może decydować o wszystkim. W produkcji żywności nadal ogromną rolę odgrywają doświadczenie i wiedza ludzi. Najlepszy efekt daje połączenie jednego z drugim.

A jaką rolę odgrywają dziś receptury? Czy przy zmieniających się gustach konsumentów trzeba je stale modyfikować?
Trzeba przede wszystkim słuchać rynku, ale nie można reagować nerwowo na każdą modę. Mamy produkty, których klienci oczekują właśnie dlatego, że od lat kojarzą je z określonym smakiem. Jeżeli coś jest dobre i konsumenci do tego wracają, nie ma potrzeby zmieniać tego tylko po to, żeby powiedzieć, że jest nowe. Z drugiej strony pojawiają się nowe oczekiwania dotyczące składu, wygody czy sposobu wykorzystania produktu. Tutaj producent musi być otwarty. Dlatego rozwój oferty powinien być ewolucją, a nie rewolucją. Trzeba wiedzieć, które elementy są częścią DNA marki i powinny pozostać niezmienne.

Produkty Lenarcika były również doceniane w konkursach branżowych. Czy takie wyróżnienia mają dla producenta znaczenie?
Każde niezależne potwierdzenie jakości cieszy, szczególnie ludzi, którzy bezpośrednio odpowiadają za dany produkt. Nagroda nie może jednak być celem samym w sobie. Najważniejszym wyróżnieniem jest dla nas sytuacja, kiedy klient wraca do sklepu i ponownie wybiera ten sam produkt. Konkurs trwa dzień. Zaufanie konsumenta buduje się latami.

Lenarcik jest firmą mocno zakorzenioną na Mazowszu. Czy lokalność w czasach dużych sieci i globalnych marek nadal może być przewagą?
Moim zdaniem nawet coraz większą. Konsumenci zaczęli ponownie doceniać firmy, które mają konkretną historię i miejsce pochodzenia. Za lokalną marką stoją ludzie, miejsca pracy, dostawcy, rodziny. To nie jest anonimowy produkt. Mazowsze jest naszym naturalnym środowiskiem. Tutaj firma powstała, tutaj się rozwijała i tutaj przez lata budowaliśmy relacje z klientami. Nie oznacza to oczywiście, że chcemy zamykać się wyłącznie na rynku lokalnym. Przeciwnie – chcemy się rozwijać. Ale można zwiększać skalę działalności, nie tracąc własnej tożsamości.

W historii firmy jednym z ważniejszych momentów ostatnich lat była zmiana modelu zarządzania i przekształcenie rodzinnej, jednoosobowej działalności gospodarczej w spółkę. Pan odegrał istotną rolę w tej transformacji. Co ta zmiana oznaczała dla Lenarcika i jakie możliwości otworzyła przed firmą?
To rzeczywiście był bardzo ważny moment w rozwoju firmy, ale przede wszystkim była to odważna i dalekowzroczna decyzja właściciela, Sławomira Lenarcika. Przez wiele lat firma rozwijała się jako rodzinne przedsiębiorstwo, budując swoją pozycję, markę i zaufanie klientów. W pewnym momencie skala działalności oraz ambicje związane z dalszym rozwojem sprawiły jednak, że niezbędny był nowy model organizacyjny i zarządczy. Przekształcenie jednoosobowej działalności gospodarczej w spółkę nie było więc zmianą wyłącznie formalną. Oznaczało przejście do kolejnego etapu rozwoju przedsiębiorstwa. Moją rolą było koordynowanie procesu i budowanie takiego modelu zarządzania, który pozwoli firmie wykorzystać potencjał wypracowany przez poprzednie lata, a jednocześnie przygotuje ją do dalszego dynamicznego rozwoju. Dzisiaj możemy znacznie bardziej systemowo patrzeć na przedsiębiorstwo – analizować i optymalizować procesy produkcyjne, lepiej wykorzystywać posiadane zasoby, planować inwestycje i podejmować decyzje w dłuższej perspektywie. W tak wymagającej branży ma to ogromne znaczenie, ponieważ sama skala produkcji nie gwarantuje sukcesu. Trzeba produkować efektywnie, zachowując jakość i jednocześnie pozostając konkurencyjnym cenowo. Mamy bardzo ambitny cel – w perspektywie najbliższych kilku lat chcemy stworzyć możliwości podwojenia produkcji. Nie zamierzamy jednak osiągać tego poprzez niekontrolowane zwiększanie skali działalności. Chcemy dojść do tego poprzez przemyślane inwestycje, optymalizację procesów i maksymalne wykorzystanie potencjału, który już dzisiaj posiada firma.

Taka transformacja oznacza również przejście od zarządzania skupionego wokół właściciela do zarządzania zespołowego. Jak dzisiaj wygląda współpraca zarządu i osób odpowiedzialnych za kluczowe obszary działalności Lenarcika?
Uważam, że właśnie tutaj znajduje się jedna z największych wartości naszej firmy. Możemy mieć różne doświadczenia, odpowiadać za różne obszary i czasami patrzeć na konkretny problem z innej perspektywy, ale łączy nas wspólny cel – rozwój Zakładów Mięsnych Lenarcik. Bardzo dobrze współpracuje mi się z członkami zarządu – Marzeną Krakowską, wiceprezes zarządu, oraz Dariuszem Arazym, dyrektorem odpowiedzialnym za rozwój sieci własnej i franczyzowej. Każdy z nas wnosi do firmy inną wiedzę i doświadczenie, a jednocześnie wszyscy mamy świadomość, że poszczególne obszary przedsiębiorstwa są od siebie zależne. Produkcja nie funkcjonuje bez sprzedaży, sprzedaż bez dobrej logistyki i produktu, a rozwój sieci musi być skorelowany z możliwościami produkcyjnymi całej firmy. Bardzo ważna jest dla mnie możliwość otwartej rozmowy. Nie chodzi o to, żebyśmy zawsze mieli identyczne zdanie. Dobry zarząd powinien potrafić dyskutować, analizować różne warianty i podejmować decyzje, które są najlepsze dla przedsiębiorstwa jako całości. I chyba właśnie to cenię najbardziej – mamy wspólny kierunek. Nie budujemy oddzielnych obszarów czy indywidualnych sukcesów. Budujemy jedną firmę. Jeżeli chcemy w najbliższych latach tak znacząco zwiększyć skalę działalności, możemy to zrobić tylko jako zespół. Jednocześnie cały czas pamiętamy, że fundament pod dzisiejszy rozwój stworzył Sławomir Lenarcik. Jego decyzja o zmianie modelu funkcjonowania przedsiębiorstwa wymagała dużego zaufania i odwagi. Oddanie części odpowiedzialności profesjonalnemu zarządowi w firmie budowanej przez lata osobiście, nie jest łatwą decyzją dla właściciela. Moim zdaniem właśnie umiejętność podjęcia takiej decyzji świadczy o dojrzałości przedsiębiorcy i o tym, że myśli o przyszłości firmy w perspektywie znacznie dłuższej niż kilka najbliższych lat.

Czy właśnie dalszy rozwój jest dziś głównym celem firmy?
Rozwój jest konieczny, ale nie rozumiemy go wyłącznie jako produkowania coraz więcej. Dla mnie rozwój oznacza również lepszą organizację, inwestowanie w jakość, technologię, ludzi, logistykę i sprzedaż. To także budowanie silniejszej marki. Chcemy rozwijać firmę odpowiedzialnie. W tej branży łatwo zachłysnąć się skalą, ale najważniejsze jest, żeby wzrost był zdrowy i żebyśmy potrafili utrzymać standard, do którego przyzwyczailiśmy klientów.

Gdzie zatem widzi Pan Zakład Mięsny Lenarcik za kilka lat?
Chciałbym przede wszystkim, żeby ZM Lenarcik nadal był firmą, której ludzie ufają. Oczywiście chcemy być większym i bardziej nowocześniejszym przedsiębiorstwem. Chcemy inwestować, rozwijać ofertę i docierać do nowych klientów. Ale nie chciałbym, żebyśmy wraz ze wzrostem stali się anonimowi. Największą wartością firmy budowanej przez ponad trzy dekady jest zaufanie. Klienta można przekonać reklamą do pierwszego zakupu. Do drugiego przekona go już tylko produkt. Jeżeli za kilka lat konsumenci nadal będą mówić, że wybierają Lenarcika dlatego, że wiedzą, czego mogą się po nas spodziewać, będzie to dla mnie najlepszym dowodem, że rozwijamy firmę we właściwym kierunku.

Czego zatem życzyć ZM Lenarcik na kolejne lata?
Konsekwencji, rozsądku i dobrych ludzi. W biznesie często mówi się o strategiach, technologii i wynikach. To wszystko jest ważne, ale ostatecznie firmę tworzą ludzie oraz zaufanie, jakie potrafią zbudować. Chciałbym, żebyśmy potrafili zachować to, co przez lata stanowiło o naszej sile, a jednocześnie mieli odwagę zmieniać to, co zmiany wymaga. Tradycja jest dla nas niezwykle ważna – to fundament, na którym powstała firma i na którym chcemy nadal budować. Naszym celem jest rozwój – dynamiczny, ale przemyślany i odpowiedzialny. Chcemy patrzeć w przyszłość, korzystać z nowych możliwości i odpowiadać na zmieniający się rynek, nie tracąc przy tym tego, co od początku było istotą ZM Lenarcik. Bo przyszłość firmy chcemy budować nowocześnie, ale na solidnych fundamentach tradycji.

Dziękujemy za rozmowę.

Robert Szpara – menedżer z ponad 20-letnim doświadczeniem w branży mięsnej, specjalizujący się w zarządzaniu produkcją, controllingu, optymalizacji kosztów i procesów oraz zwiększaniu efektywności przedsiębiorstw. W swojej karierze pełnił funkcje zarządcze m.in. w spółkach Peklimar, Polska Grupa Bruno Tassi, Madej Wróbel i Unimięs, uczestnicząc w projektach reorganizacji zakładów, automatyzacji produkcji i wdrażania nowoczesnych systemów zarządzania.
Obecnie jest Prezesem Zarządu Zakładu Mięsnego Lenarcik, gdzie wykorzystuje doświadczenie operacyjne i finansowe w dalszym rozwoju oraz zwiększaniu konkurencyjności firmy.
Absolwent informatyki i ekonometrii Wyższej Szkoły Informatyki i Ekonomii TWP w Olsztynie. Prywatnie pasjonuje się motoryzacją i  sportami ekstremalnymi.

Udostępnij