70 lat tradycji i rodzinnych smaków

Zakład Mięsny Smoliński z Dobrej to firma z niemal 70‑letnią historią. O początkach działalności, rodzinnych wartościach i planach na przyszłość rozmawiamy ze Zbigniewem Smolińskim – seniorem rodu i prezesem zakładu.

Zakład „Smoliński” ma już prawie 70-letnią historię. Jakie były największe wyzwania, z jakimi musieli się Państwo zmierzyć na przestrzeni tych dekad?
Każdy okres miał swoje trudności. Na początku wszystko robiliśmy dosłownie własnymi rękami, bez zaplecza technicznego i finansowego. Potem przyszły czasy przemian gospodarczych – nowe przepisy, nowe oczekiwania rynku. Trzeba było się dostosować, często od podstaw. Dziś wyzwania są inne – to głównie rosnące wymagania technologiczne, formalne i oczekiwania klientów. Ale przez te wszystkie lata nauczyliśmy się jednego: jeśli rodzina trzyma się razem, a praca jest uczciwa, to można przetrwać każdy kryzys.

Pana ojciec, Wacław Smoliński, zakładał firmę w czasach, gdy warunki pracy były bardzo surowe. Jak wyglądały początki działalności zakładu i jak różni się to od dzisiejszych realiów?
Ojciec zaczynał bardzo skromnie. Zakład był dosłownie na podwórku, na tyłach domu przy placu Wojska Polskiego w Dobrej. Mięso przewoziło się wozem konnym, a peklowało w dębowych beczkach w piwnicy. Lodówki wtedy nikt nie miał – nasza była pierwsza w powiecie! Praca była ciężka, ale panowała niezwykła solidarność i radość z każdego małego kroku naprzód. Dzisiaj mamy nowoczesne hale, chłodnie, linie technologiczne i rygorystyczne normy. Świat się zmienił nie do poznania, ale duch tamtych początków nadal w nas jest – szacunek do pracy, do ludzi i do rzemiosła.

Firma przeszła długą drogę — od zakładu na tyłach domu do nowoczesnej firmy z własną siecią sklepów. Co było punktem zwrotnym w historii zakładu?
Największym przełomem była budowa nowego zakładu w Długiej Wsi. To otworzyło zupełnie nowy etap. Mogliśmy zwiększyć produkcję, wdrożyć nowe rozwiązania i rozwinąć sprzedaż w szerszym zakresie. Kolejnym ważnym momentem było stworzenie własnej sieci sklepów – to pozwoliło nam być bliżej klientów i słuchać ich opinii bezpośrednio. Każdy z tych kroków był dużym wyzwaniem, ale też ogromną satysfakcją.

Tradycja i jakość są mocno podkreślane w Państwa komunikacji. Jak udaje się zachować autentyczność smaków przy jednoczesnym spełnianiu nowoczesnych standardów produkcji?
To wcale nie jest sprzeczne – nowoczesność może bardzo pomagać, jeśli się z niej mądrze korzysta. Mamy nowe technologie i dzięki nim produkcja jest bezpieczna i powtarzalna. Ale receptury, przyprawy i sposób przygotowania to wciąż nasze rodzinne tradycje, przekazywane z pokolenia na pokolenie. Wędzimy jak dawniej, przyprawiamy jak dawniej, tylko robimy to w czystszych, lepiej kontrolowanych warunkach. Smak to coś, czego nie da się „zmodernizować” — trzeba go pielęgnować.

W ofercie znajdziemy zarówno klasyczne produkty jak kiełbasa podwawelska czy salceson, jak i nowoczesne warianty – np. parówki z indyka. Jak wygląda proces tworzenia nowych receptur?
Nowe pomysły rodzą się często z rozmów — w rodzinie, z klientami, na targach. Młodsze pokolenie wnosi dużo świeżości i to jest piękne. My pilnujemy, żeby każdy nowy produkt miał „nasz” charakter – żeby nie był tylko kolejnym produktem z półki, ale niósł w sobie jakość, z której słyniemy. Zanim coś trafi na rynek, długo testujemy, próbujemy, poprawiamy. Najważniejsze, żeby nowość nie oznaczała kompromisu ze smakiem.

Wspominają Państwo o aromatycznych przyprawach i wysokiej jakości mięsie. Skąd pochodzą surowce i jak wygląda kontrola jakości?
Zawsze stawialiśmy na dobre, sprawdzone mięso. Współpracujemy z lokalnymi dostawcami, znamy ich od lat, wiemy jak pracują. Surowiec musi być świeży i pewny, bo to podstawa wszystkiego. Każda partia jest dokładnie sprawdzana. Przyprawy dobieramy bardzo starannie – to często nasze własne mieszanki, które nadają wyrobom ten charakterystyczny aromat. To są rzeczy, których nie da się zastąpić gotowymi rozwiązaniami.

Zakład nieustannie się rozwija – nowe sklepy, większe moce przerobowe. Jakie są plany rozwoju na najbliższe lata?
Nie gonimy za modą, ale idziemy do przodu krok po kroku. Chcemy rozwijać sieć sklepów firmowych, inwestować w energooszczędne technologie i usprawniać logistykę. Ważne jest też przekazywanie pałeczki młodszemu pokoleniu — oni mają energię i nowe pomysły, a my doświadczenie. Razem możemy jeszcze wiele osiągnąć.

Czy widzą Państwo zmiany w preferencjach konsumentów? Czy klienci wracają do tradycyjnych smaków, czy raczej poszukują nowości?
Tak, bardzo to widać. Wielu klientów wraca do prostych, znanych smaków — takich, które kojarzą się z dzieciństwem i domem. Ale jednocześnie rośnie grupa młodych ludzi, którzy chcą lżejszych produktów, często drobiowych, bez zbędnych dodatków. My staramy się odpowiadać na oba te kierunki — zachowując tradycję, ale też otwierając się na nowe potrzeby.
Firma dostarcza swoje produkty nie tylko do sklepów firmowych, ale również do dużych sieci jak Lewiatan czy Delikatesy Centrum. Jakie wyzwania niesie za sobą taka skala dystrybucji?
To duże przedsięwzięcie. Trzeba perfekcyjnie zaplanować produkcję, transport i dbać o jakość w każdym miejscu. Współpraca z sieciami to też odpowiedzialność – za terminowość, powtarzalność, dokumentację. Ale traktujemy to jako szansę, by pokazać nasze wyroby szerszemu gronu klientów, nie tylko lokalnie.

Na koniec – jaka jest recepta Zakładu Mięsnego „Smoliński” na sukces w tak konkurencyjnej branży?
Myślę, że najprostsza i zarazem najtrudniejsza: uczciwa praca, rodzina i szacunek do tradycji. Ojciec nas tego nauczył, my przekazujemy to dalej. Przez te wszystkie lata trzymaliśmy się wartości, nie ulegaliśmy chwilowym modom i nie szliśmy na skróty. To daje nam siłę i sprawia, że ludzie wracają do naszych produktów. Bo smak i zaufanie buduje się latami, a stracić można w jeden dzień.

Dziękuję za rozmowę.

Udostępnij